Gdy Leon podszedł bliżej, spostrzegł, że to, co wyglądało, jak rakieta, nie jest nią, a jedynie stertą kartonów.
- Dzieci chodźcie na dół – powiedziała mama Leona - Czas się zbierać……
Mama Leona, czyli Pani Monika czekała spokojnie na dzieci i minutę później Laura oraz Leon pojawili się na dole.
Wiedzieli, że chodzi o Dom Dziecka…..Przyjaciele pożegnali się i Laura odeszła.
Leon nie mógł uwierzyć, że jego mama nie zaadoptowała takiej miłej dziewczynki, jaką była Laura.
Takie jest życie, powtarzał sobie Leon, jednak nie mógł się uspokoić….
- Nie zostawię jej samej! – krzyknął.
Zabrał rower taty i pojechał do Domu Dziecka.
Mama Leona akurat wracała do domu, gdy zauważyła syna jadącego w jej kierunku. Chłopiec jechał i jechał, aż nagle spotkał Justina Biebera. Jednak nic go to nie obchodziło. To spotkanie nie zrobiło na nim żadnego wrażenia… Jechał dalej.
Kiedy dotarł na miejsce, natychmiast chciał pójść do pokoju Laury, lecz na jego drodze stanęła Emma….
wtorek, 25 lutego 2020
wtorek, 18 lutego 2020
Rozdział X (Angelika Rybakowska)
Po wyjściu mamy Leon z
Laurą poszli do biblioteki szukać informacji.
- Znalazłam książkę o planecie Neptun - z radością powiedziała
Laura.
Usiedli przy stoliku i wyszukiwali wszystkich ważnych
informacji o Neptunie. Po trudnej lekturze obmyślili plan uratowania wujka smoczycy. Byli tak zajęci planowaniem, że w ostatniej chwili zobaczyli, która godzina i szybko ruszyli do domu.
Dzieci pobiegły do domu, gdzie czekała na nich
mama robiąca obiad.
- A wy gdzie tak długo byliście ? - spytała.
- Byliśmy w bibliotece - powiedział Leon.
- Czytaliśmy książkę o gotowaniu, aby pani pomóc - wtrąciła dziewczynka.
- Dobrze, teraz idźcie do pokoju odpocząć, a ja dokończę
obiad i was zawołam.
Gdy dotarli do pokoju Leona, chłopiec zaprowadził ich przez
okno na taras, później drabiną na dach, gdzie stała stara rakieta taty
Leona.
- Oto nasz transport na Neptuna - powiedział uradowany - Mam nadzieję, że wszystko jest sprawne i damy radę dolecieć
na planetę.
Smoczyca obejrzała rakietę i zgodziła się na podróż.
- Myślę, że nam się uda, tylko musimy uważać na asteroidy - skomentowała pojazd Luna.
- A więc lecimy na Neptuna!!! - krzyknęły zgodnie dzieci.
Martwili się czy uda im się wrócić do domu na czas i to tak, aby
mama się nie martwiła .
- Możemy ruszać na pomoc wujkowi smoczycy - zadecydowali.
czwartek, 23 stycznia 2020
Rozdział IX (Jakub Buda)
Laura i Leon nie mogli
już zasnąć z emocji. Informacja od smoczycy dała im do myślenia. Cały ranek
zastanawiali się, jak uratować wujka smoczycy.
- Dziec,i śniadanie! -
zawołała mama
- Już idziemy! – odpowiedział
Leon i razem z Laurą poszli do kuchni.
Tam razem z mamą
siedziała sąsiadka i piły kawę. Cały stół zastawiony był smakowitym jedzeniem. Były naleśniki z owocami, kolorowe kanapki i sok ze świeżo wyciskanych
pomarańczy.
- Wyspaliście się? -
zapytała mama – Po śniadaniu wychodzę z sąsiadką na jogę. Zostaniecie w domu
sami. Nie rozrabiajcie proszę. Wrócimy o 12:00 i zrobię obiad.
Dzieci zabrały się za
pałaszowanie śniadania. Jadły, aż im się
uszy trzęsły.
- O której musimy
odwieźć Laurę ?- zapytał Leon
- Mówiłam już, o 15:00
musimy być w domu dziecka – odpowiedziała mama zmartwionym głosem.
Laura z Leonem
posmutnieli. Zjedli śniadanie w ciszy i poszli do pokoju Leona.
- Szkoda, że musisz już
tam wracać - mówił ze smutkiem Leon - ten czas tak szybko leci, a my mamy
jeszcze tyle rzeczy do omówienia i
zrobienia.
- Wiem, szkoda - powiedziała Laura - ale nie smućmy się i cieszmy, że mamy jeszcze parę wspólnych godzin.
- Jak dorośli
wyjdą, potajemnie przejdziemy się do
biblioteki. Poszukamy informacji na temat planety Neptun - mówił Leon – musimy wymyśleć, jak pomóc
wujkowi smoczycy.
- A co ze smoczycą? – zapytała
Laura.
- Zabierzemy ją ze
sobą w plecaku – odpowiedział z
rozbawieniem Leon.
- Super pomysł, nie
chcę, żeby się tutaj sama nudziła - odpowiedziała Laura - jeszcze coś narozrabia z
nudów.
Dzieci spojrzały na
siebie i się ucieszyły, że będą miały jeszcze trochę czasu tylko dla siebie.
czwartek, 16 stycznia 2020
Rozdział VIII (Hanna Dembińska)
Laura i Leon spojrzeli przez dziurkę
w murze i ujrzeli, że ktoś tańczy z miotłą i śpiewa dziwną piosenkę. Potem Leon zerknął na zegarek i krzyknął:
- O, nie! Jak późno!
Musimy wracać na kolację!
Wrócili do domu, a
kiedy jedli kolację, mama chłopca powiedziała, że Laura wraca jutro do domu
dziecka. Leon posmutniał.
- Nie! Przecież może u
nas zostać! Zrobimy jej pokój!
- Przykro mi synku. To
nie takie proste. Nie można tego tak załatwić.
- Ale przecież babcia
wygrała ostatnio mistrzostwa w karate i dostała 25 tysięcy!
- Tu nie chodzi o
pieniądze. Trzeba załatwić jeszcze mnóstwo innych spraw i pozwoleń.
- Ech... no dobra.
Przynajmniej Laura wraca jutro o 15.
Kiedy dzieci poszły spać, Leon
obudził się o 5 rano. Zauważył, że smoczyca dziwnie syczy. Obudził dziewczynkę.
- Nie wiem, czy to
zadziała, ale musimy włożyć ją do wanny z kilkoma kroplami wody. Później ci
wytłumaczę - powiedziała Laura.
Kiedy byli w łazience, przyjaciółka zaczęła tłumaczyć Leonowi, o co chodzi. Podobno, jeśli się włoży smoka do
wanny, w której jest kilka kropelek, smok zacznie mówić ludzkim głosem. I rzeczywiście, to
zadziałało! Luna opowiedziała dzieciom, że pochodzi z Marsa i jej wujek jest w
niebezpieczeństwie. Przypadkowo poleciał na Neptuna i ona musi mu pomóc wrócić
na Marsa. Laura krzyknęła i tupnęła nogą:
- Ale ja chciałam się z
tobą pobawić lalkami, które mam w domu dziecka!
Wściekły Leon
powiedział:
- Laura, pomyśl też o
innych, a nie tylko o sobie!
- Wiesz, Laura -
powiedziała smoczyca - ode mnie zależy wasze życie. Inaczej wywołamy inwazję
kosmitów z Neptuna!
- No ok. Ok.
środa, 8 stycznia 2020
Rozdział VII (Irena Pniewska)
Kiedy Laura i Leon znaleźli się ponownie w ogrodzie, było już zupełnie ciemno. Mieli szczęście, że szopa w ogrodzie była otwarta i znajdowała się w niej latarka. W domu czekała na nich mama z kolacją. Gdy ją zjedli, poprosili mamę o mango oraz czekoladowe mleko i powiedzieli, że zjedzą w pokoju. Zanieśli posiłek dla smoczycy i położyli ją spać. Rozmawiali jeszcze w łóżkach, ale krótko, bo Laura szybko zasnęła. Leon cały czas nie mógł zasnąć i myślał o imieniu dla smoczycy. Zasnął dopiero po północy, gdy wymyślił imię. Rano, po obudzeniu się Laura natychmiast zauważyła, że coś jest nie tak.
- Leon! Leon! Smoczyca zniknęła!
- Co?! - zdziwił się Leon.
Leona te słowa natychmiast obudziły. Szybko się ubrali, zjedli i zaczęli ją szukać. Nie mogli oczywiście wołać smoczycy, bo mama mogła to usłyszeć. Szukali wszędzie: w pokoju, kuchni, salonie, łazience, strychu, balkonie, szopie i w ogrodzie. Ale jej nigdzie nie było. Pomyśleli, że pójdą do sklepu jej poszukać. Powiedzieli mamie, że idą do pobliskiego sklepu sobie coś kupić. Mama zgodziła się, a więc poszli. W sklepie, w pierwszej kolejności przeszli do działu owoców. Ale jej tam nie było! Więc udali się do działu z mlekiem. Też jej nie było! Nie wiedzieli, gdzie mają jej szukać. Wtedy Laura powiedziała.
- Może pójdziemy do pluszowych smoków w dziale zabawek?
- Świetny pomysł! - zgodził się Leon.
Gdy podeszli bliżej, zobaczyli dziewczynkę trzymającą w rękach smoczycę. Smoczyca się nie ruszała, tylko mrugała oczami.
- Cześć! - powitał dziewczynkę Leon.
W tym momencie zauważyli, że to Emma.
- Emma?! To ty?! Pamiętasz nas? - zapytała Laura.
- A tak! To wy! Leon i Laura! Co chcieliście mi powiedzieć? - odpowiedziała Emma.
- Widzę, że znalazłaś naszą smoczycę. - oznajmił Leon.
- Tak? - zdziwiła się Emma. - Myślałam, że to pluszak! Ale ze mnie gapa! Proszę.
Emma przekazała Leonowi smoczycę, a ten podał Laurze.
- A jak ma na imię? - zapytała Emma.
Leon przypomniał sobie, co wymyślił w nocy.
- Luna! - oznajmił Leon.
- Fajnie! Dobra, ja muszę spadać. Pa! - pożegnała przyjaciół Emma.
Gdy już wyszli ze sklepu, usłyszeli głos za murem.
- Leon! Leon! Smoczyca zniknęła!
- Co?! - zdziwił się Leon.
Leona te słowa natychmiast obudziły. Szybko się ubrali, zjedli i zaczęli ją szukać. Nie mogli oczywiście wołać smoczycy, bo mama mogła to usłyszeć. Szukali wszędzie: w pokoju, kuchni, salonie, łazience, strychu, balkonie, szopie i w ogrodzie. Ale jej nigdzie nie było. Pomyśleli, że pójdą do sklepu jej poszukać. Powiedzieli mamie, że idą do pobliskiego sklepu sobie coś kupić. Mama zgodziła się, a więc poszli. W sklepie, w pierwszej kolejności przeszli do działu owoców. Ale jej tam nie było! Więc udali się do działu z mlekiem. Też jej nie było! Nie wiedzieli, gdzie mają jej szukać. Wtedy Laura powiedziała.
- Może pójdziemy do pluszowych smoków w dziale zabawek?
- Świetny pomysł! - zgodził się Leon.
Gdy podeszli bliżej, zobaczyli dziewczynkę trzymającą w rękach smoczycę. Smoczyca się nie ruszała, tylko mrugała oczami.
- Cześć! - powitał dziewczynkę Leon.
W tym momencie zauważyli, że to Emma.
- Emma?! To ty?! Pamiętasz nas? - zapytała Laura.
- A tak! To wy! Leon i Laura! Co chcieliście mi powiedzieć? - odpowiedziała Emma.
- Widzę, że znalazłaś naszą smoczycę. - oznajmił Leon.
- Tak? - zdziwiła się Emma. - Myślałam, że to pluszak! Ale ze mnie gapa! Proszę.
Emma przekazała Leonowi smoczycę, a ten podał Laurze.
- A jak ma na imię? - zapytała Emma.
Leon przypomniał sobie, co wymyślił w nocy.
- Luna! - oznajmił Leon.
- Fajnie! Dobra, ja muszę spadać. Pa! - pożegnała przyjaciół Emma.
Gdy już wyszli ze sklepu, usłyszeli głos za murem.
niedziela, 5 stycznia 2020
Rozdział VI (Oliwia Zaustowicz)
Laura spojrzała na krajobraz z zachwytem. Był piękny i kolorowy. Leon
rozejrzał się i zobaczył coś dziwnego, tak jakby coś tam się ruszało. Szybko
podszedł bliżej, aby się temu przyjrzeć. Ujrzał coś wyjątkowego. Był to piękny,
jasnobrązowy koń. Biegł koło ogromnego drzewa. Nagle przybiegł drugi koń. Był
wyjątkowy i inny, tak jakby go ktoś pofarbował na różne kolory. Był żółto – pomarańczowo
- czerwony. Miał długi ogon, piękne brązowe oczy. Leon powiedział o tym
przyjaciółce.
- Halo, kto tam jest? – niespodziewanie dotarł
do nich nieznany głos jakiejś dziewczynki.
Przyjaciele zaczęli się rozglądać i
dostrzegli zbliżającą się z oddali postać.
- Hej, mam na imię Leon, a to jest moja
przyjaciółka Laura.
- Ja jestem Emma, moja babcia ma stadninę
koni, co was tu sprowadza? - zapytała.
- Ta sówka
nas tu sprowadziła.
- Jaka sówka?
- No ta, lata obok nas, ma na imię Bursztynka
– cierpliwie tłumaczyła Laura.
- Nie widzę jej - powiedziała zdziwiona
dziewczynka.
Leon zaczął się domyślać, że ptak jest zaczarowany i dlatego Emma go nie
widzi. Powiedział to dziewczynom. Były zdziwione i na początku myślały, że Leon
to zmyślił, ale potem uwierzyły. Przyjaciele chcieli się zbierać, ale nie
wiedzieli, gdzie jest wyjście. Szukali też sówki,
ale ona gdzieś zniknęła. Odkryli, że Emmy też nie ma. Zaczęli się denerwować.
Nie wiedzieli, jak wrócić. Szukali
bardzo długo, myśleli, że minęły jakieś cztery godziny od ich przybycia do tego
dziwnego miejsca. Nie wiedzieli, co robić.
Zaczęło się ściemniać. Jak już było bardzo ciemno, ich oczom ukazało się
fioletowe światło i sówka, która wcześniej ich tu zabrała. Szybko pobiegli w stronę
światła i znów znaleźli się tam, skąd wyruszyli.
środa, 18 grudnia 2019
Rozdział V (Katarzyna Bonarska)
Znak rozbłysnął i powoli zaczął zamieniać się w piękną
sowę. Miała ona ognisto - bursztynowe pióra, połyskujący, złoty dziób i śliczne,
czarne oczy. Sówka przestała mocno świecieć, jej kolory stały się bardziej
wyraziste. Księga zaczęła się powoli zamykać, a sowa usiadła na ramieniu Laury.
Dziewczynka patrzyła na nią z zachwytem, a Leon delikatnie dotknął jej miękkich
piór. Sowa zeskoczyła na książkę, którą otworzyła na stronie z jednym wyrazem -
Bursztynka. Laura myślała, że to może jej imię, ale nie była do końca tego
pewna.
- Czy to może być imię tej małej sówki? - zastanawiała
się.
- Nie wiem, ale pasuje - odrzekł Leon.
Sóweczka
zahuczała, jakby się zgadzała z ich przypuszczeniami i odwróciła kolejną kartę
księgi. Pojawiło się niebiesko - fioletowe światło i Bursztynka wleciała do
środka. Dzieci złapały się za ręce i wskoczyły za nią. Wylądowały na bardzo
twardej, drewnianej podłodze.
- No tego się nie spodziewałam! – krzyknęła Laura.
- Gdzie my jesteśmy? - zdziwił się Leon.
Spojrzeli w
górę i zobaczyli Bursztynkę, która przekrzywiając głowę, cicho zahuczała.
Wstali i rozejrzeli się dookoła.
- Siodła, czapraki, ogłowia, siano i...konie? - wyszeptała Laura.
-Jakie piękne! - wykrzyknął zachwycony przyjaciel.
Zdziwione
konie wystawiły głowy z boksów, przyglądając im się uważnie. Leon podszedł do
pierwszego boksu i zobaczył karą klacz o imieniu Wild Dancer. Kolejna była
srokata klacz Gold Willow, która okazała się małym kucykiem. Trzecim była złota
klacz Gold Dimond, do której podleciała Bursztynka i zabroniła jej nawet
dotknąć bez pozwolenia.
- Ciekawe do kogo one należą? - zastanawiała się Laura,
po czym otworzyła drzwi i ukazał się przed nimi cudowny, jesienny krajobraz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)